Pod koniec stycznia 2021 r., wieść o śmierci 750 chrześcijan w Etiopii, w regionie Tigraj, którzy ukrywali się w kościele, a następnie zostali zamordowani przez amharską policję i wojska rządowe, należąca do Lewicy poseł, Małgorzata Prokop-Paczkowska skomentowała w mediach społecznościowych: „A po co kościół katolicki się tam pakował? Dlaczego nie uszanował miejscowych wierzeń?”. Co prawda, klub Lewicy odciął się od słów pani poseł, a sama zainteresowana przeprosiła za swoje zbyt pochopne stwierdzenie – niemniej niesmak pozostał.

Komentarz Prokop-Paczkowskiej świadczy jednak o czymś więcej. Po pierwsze jest to brak elementarnej wiedzy historycznej. Chrystianizacja Etiopii rozpoczęła się bowiem już w IV wieku po Chrystusie (dla porównania warto przypomnieć, że francuski król Chlodwig, przyjął chrzest „dopiero” w 496 r.). Po drugie zaś, jej słowa to przykład, w jaki sposób (określający się jako ludzie postępowi) niektórzy postrzegają problemy kontynentu afrykańskiego. Chociaż politycy z kręgów lewicowych dużo mówią na temat dyskryminacji, sami niestety często kojarzą Afrykanów w sposób stereotypowy, nie wiedząc lub zapominając o bogatym dziedzictwie kulturowym Czarnego Lądu, którego częścią składową jest bardzo często także chrześcijaństwo.

Warto, przynajmniej tym krótkim artykułem, podjąć próbę ukazania obecnej sytuacji chrześcijan na kontynencie afrykańskim.

Kilka słów o Etiopii

Państwo Aksum, kolebka współczesnej Etiopii, w III i IV w. n. e. znajdowało się u szczytu swej potęgi. Władcy Aksum prowadzili rozległą politykę, a ich wpływy sięgały terenów dzisiejszego Sudanu oraz niemal całego basenu Morza Czerwonego, wraz z południową częścią półwyspu Arabskiego. Prowadzono także ożywione kontakty handlowe (przede wszystkim) z Cesarstwem Bizantyńskim, a nawet z krainami tak odległymi jak Indie.

To właśnie dzięki bizantyńskim kupcom, w Aksum po raz pierwszy usłyszano o chrześcijańskim Bogu. Chrzest przyjął król Ezana około 340 r. z rąk swego wychowawcy i pierwszego biskupa Etiopii, Frumencjusza. Przejście na wiarę monoteistyczną, obowiązującą w potężnym i wpływowym Konstantynopolu, musiało wydawać się przede wszystkim opłacalne politycznie i ekonomicznie. Niemniej, dzięki działalności św. Frumencjusza, którego uważa się za twórcę kościelnych struktur w Aksum, nowa wiara szybko zdobyła popularność. Powstawały liczne kościoły i klasztory, jak istniejący do dzisiaj Debre Damo. Dla dalszego istnienia Etiopii, przynależność do Kościoła, również nie była obojętna – w końcu nigdy w historii kraj ten nie dostał się pod władzę kolonialną (Etiopię podbili dopiero Włosi w 1935 r., na zaledwie 6 lat).

Czy nie należałoby zatem powiedzieć, że to Etiopia jest „najstarszą córą Kościoła”?

Chrześcijaństwo a inne religie

Chrześcijaństwo pozostaje nadal dominującą religią na świecie. Szacuje się, że przynależność do wiary chrześcijańskiej deklaruje ponad 30 procent populacji. Na drugim miejscu znajduje się islam, który wyznaje około 23 procent ludności świata (3 miejsce – hinduizm, 4 – buddyzm, 6 – judaizm).

Statystyki są nieubłagane. Przemiany społeczne i kulturowe we współczesnym świecie wskazują jednak, że obecna struktura ulegnie zmianie szybciej, niż zapewne mogliśmy jeszcze do niedawna przypuszczać.

Od wielu lat najbardziej ekspansywną religią na świecie jest islam. Według badań przeprowadzonych w 2015 r. przez Pew Research Centre, do roku 2070 liczba ludzi wyznających islam zrówna się chrześcijanami, a do końca XXI w. liczba muzułmanów przekroczy liczbę chrześcijan o około 2 punkty procentowe.

W Afryce struktura religijna wygląda jednak nieco inaczej. Za umowną „granicę” pomiędzy islamem a chrześcijaństwem można uznać Saharę. Powszechnie przyjęty podział na Afrykę Północną i Subsaharyjską, choć uproszczony, wskazuje na zasadnicze różnice pomiędzy tymi dwoma regionami. Na północy wszystkie państwa są zdominowane przez islam, lecz na południe od Sahary przewaga jednej religii we wszystkich państwach nie jest już tak jednoznaczna. Mieszkańcy Afryki Zachodniej bowiem to w przeważającej większości muzułmanie, zaś w  pozostałą część Afryki zamieszkują głównie wyznawcy chrześcijaństwa. Szczególnym przykładem jest Nigeria, gdzie podział ten wypada niemal po równo – połowa ludności deklaruje wyznanie chrześcijańskie, a druga połowa wyznaje islam. W przypadku Nigerii rodzi to liczne konflikty wewnętrzne, o czym będzie mowa w dalszej części tekstu.

W 1910 r. tylko 9% populacji Afryki było chrześcijanami (około 10 milionów ludzi). Spośród nich, 80% mieszkało w czterech krajach: Etiopii, RPA, Egipcie i Madagaskarze. Do 2010 roku liczba chrześcijan wzrosła do 48,3%, a w 2020 49,2%. Jednocześnie liczba muzułmanów od około 1970 r. utrzymuje się na względnie równym poziomie (40%). Choć z roku na rok przybywa wyznawców islamu, to jednak chrześcijaństwo może pochwalić się szybszym przyrostem nowych wiernych. Rzecz jasna, dwie wymienione wyżej religie, choć reprezentowane przez zdecydowaną większość Afrykanów, nie są jedynymi wyznaniami obecnymi na kontynencie afrykańskim.

Image by Valéria Rodrigues Valéria from Pixabay

Mity o chrystianizacji

Chrystianizacja nieodłącznie kojarzona jest z podbojem kolonialnym i uciskiem, który ten podbój przynosił – często jednak niesłusznie. Warto przecież pamiętać o postaciach takich jak Bartolomé de Las Casas, hiszpańskim dominikaninie, żyjącym na przełomie XV i XVI w., w czasach podbojów Ameryki Środkowej. Jego książka pt. „Krótka relacja o wyniszczeniu Indian” stanowiła przełomowe dzieło w postrzeganiu ludzi o odmiennym kolorze skóry. Dzięki jego wieloletnim staraniom, Korona hiszpańska, zakazała ostatecznie stosowania przemocy wobec rdzennej ludności Ameryki. To właśnie de Las Casas może być uznawany za jednego z pierwszych (jeżeli nie pierwszego w ogóle) obrońcę praw człowieka i jego godności. Jak na czasy, w których żył (a był to przecież XVI w.!) jego poglądy były wyjątkowo „rewolucyjne”, choć na tyle przekonujące, że zyskały wielu zwolenników.

Oczywiście, należy pamiętać, że misje chrystianizacyjne nie były domeną jedynie Kościoła Katolickiego, gdyż zaangażowani w niesienie Ewangelii byli również duchowni protestanccy. Cele, jakie stawiały przed sobą władze kościelne wobec ludności zamieszkującej nieznane tereny, były często zupełnie odmienne od tych, jakie mieli miejscowi gubernatorzy i zarządcy.

Dobrym przykładem jest funkcjonowanie luterańskiego Reńskiego Towarzystwa Misyjnego w Afryce Południowo-Zachodniej (dzisiejszej Namibii), przynajmniej w początkowych dekadach ich działalności. Po raz pierwszy RTM pojawiło się na owych terenach w połowie XIX w., w czasie, kiedy żadne państwo europejskie nie myślało jeszcze na poważnie o ich podboju. Misjonarze z RTM próbowali pogodzić skłócone ze sobą największe plemiona: Hererów, Nama i Damara. Tworzyli placówki edukacyjne dla miejscowych dzieci, a także koordynowali „sieć handlową”, stanowiąc pośredników pomiędzy miejscowymi, którzy trudnili się hodowlą bydła, a kupcami (często Brytyjczykami) z Kolonii Przylądkowej. Konwersja na chrześcijaństwo nie cieszyła się wśród Afrykanów popularnością, jednak misjonarze nie zmuszali nikogo do przyjęcia chrztu. Sytuacja zmieniła się dopiero, kiedy w Namibii pojawili się Niemcy, a Berlin ogłosił, że Afryka Południowo-Zachodnia staje się ich kolonią (1890). RTM straciło dotychczasowy „monopol” na kontakty z Afrykanami, wpisując się, a przynajmniej nie reagując, w brutalną politykę, jaką prowadzili Niemcy.

Sytuacja zmieniła się po II wojnie światowej (od 1915 r. Namibia znajdowała się pod jurysdykcją RPA) wraz z utworzeniem Ewangelickiego Luterańskiego Kościoła Ovambo-Kavango (w 1984 r. przemianowany na Ewangelicki Luterański Kościół w Namibii). Struktury te, oprócz misji ewangelizacyjnej, odgrywały także inną rolę, jako silny bastion sprzeciwu wobec polityki segregacji rasowej, którą południowoafrykańskie władze prowadziły na terenie Namibii. Jedną z najważniejszych postaci namibijskiego kościoła był wówczas biskup Leonard Auala – notabene pierwszy biskup pochodzący z Namibii. Za swoją działalność był szykanowany i zastraszany, lecz pomimo to nie zrezygnował z zaangażowania po stronie ruchów niepodległościowych i działalności na rzecz praw Afrykanów.

Innym, lepiej znanym, przykładem hierarchy, który przez lata walczył z niesprawiedliwym system społecznym, był południowoafrykański biskup Desmond Tutu, który za swoją działalność na rzecz walki z apartheidem i staraniem o przyznanie praw Afrykanom w RPA został uhonorowany w 1984 r. Pokojową Nagrodą Nobla.

Rola Kościoła w Afryce nie ograniczała się nigdy jedynie do ewangelizacji. Misjonarze i osoby duchowne byli ważną częścią miejscowej społeczności, starając się ją współtworzyć. Angażowali się w życie miejscowych, często organizując ich codzienne życie, tworząc szkoły czy pomagając znaleźć zatrudnienie. Stanowili też ważne miejsce dla budowania lokalnego patriotyzmu i poczucia przynależności do większej całości – państwa. Ich działalność jest ważna również dzisiaj, zwłaszcza wtedy, gdy administracja państwowa zawodzi.

Misje chrześcijańskie w Afryce

Nie sposób wymienić wszystkich misji, które choćby w ciągu ostatnich 50 lat dotarły do rożnych zakątków Afryki, ani nawet tych, które obecnie działają na kontynencie. W pomoc misyjną zaangażowany jest w znaczącej mierze Kościół Katolicki – księża, zakonnicy, siostry zakonne i osoby świeckie z różnych części świata.

Polska może pochwalić się istnieniem licznych, prężnie działających ośrodków misyjnych w całej Afryce. Cytując za portalem misyjne.pl: „Obecnie na misjach pracuje 2004 polskich księży, zakonników i zakonnic oraz osób świeckich, którzy obecni są w 99 krajach świata na wszystkich kontynentach (dane z 2018 r.). Ponadto w krajach byłego Związku Radzieckiego posługuje 400 kapłanów oraz 357 sióstr z Polski. (…) Polscy misjonarze pracują w 99 krajach świata na wszystkich kontynentach, poza Antarktydą. Najwięcej polskich misjonarzy – 805, pracuje w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach, w Afryce i na Madagaskarze – 775, w Azji jest ich 337, w Oceanii – 67, a w Ameryce Północnej – 19. Misje to powołanie, które wymaga rzetelnego przygotowania, dlatego od 1984 r. działa w Warszawie Centrum Formacji Misyjnej. Jego zadaniem jest kształtowanie przyszłych misjonarzy zarówno od strony duchowej, jak i intelektualnej. Wiele czasu poświęca się tam na poznanie specyfiki kulturowej kraju, do którego się wyjeżdża.”. Zgromadzenia, które prowadzą misje w Afryce to salezjanie, pallotyni, michalici, ojcowie biali, werbiści, salwatorianie, kombonianie i oblaci. Na świecie funkcjonuje również świecki wolontariat misyjny, chociaż w Polsce jego popularność nie jest jeszcze zbyt duża. W 2018 r. Polska miała jedynie 49 misjonarzy świeckich, podczas gdy z Francji pochodziło ich aż 900. Można to jednak zrozumieć – Polska nigdy nie była państwem kolonialnym, tak więc znajomość odległych miejsc na innych kontynentach oraz ich problemów, jest w naszym kraju nadal dość świeża. Może się zdarzyć, że postępująca laicyzacja Europy Zachodniej sprawi, że to właśnie z Polski pochodzić będzie większa liczba misjonarzy, zarówno duchownych, jak świeckich.

Prześladowania

Według raportów licznych organizacji, w tym Pomoc Kościołowi w Potrzebie, Open Doors czy Pew Research Center, najbardziej prześladowaną grupą wyznaniową na świecie są chrześcijanie. Ten „trend” nie zmienia się przynajmniej od 2007 r., kiedy statystyki w tej kwestii prowadzi ostatnia z wymienionych organizacji. Opublikowane przez Pew Research Center w 2018 r. dane wskazują, że chrześcijanie doświadczają przemocy fizycznej i werbalnej w 145 krajach świata. Portal VaticanNews, który przyjrzał się tym statystykom podsumowuje: „W ponad 100-stronicowym dokumencie czytamy, że najpoważniejsze zagrożenia dla wolności religijnej chrześcijan zaobserwowano na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej, a następnie w Azji. Raport podkreśla także, że nietolerancja religijna to nie tylko problem praw i represji, ale także mentalności. Zdaniem autorów dokumentu na świecie wzrosła znacząco niechęć do religii jako takiej. Największe napięcia odnotowano w Danii, Wielkiej Brytanii, Holandii, Szwajcarii i w Niemczech”.

Niestety sytuacja ulega ciągłemu pogorszeniu. Zdaniem Open Doors, w ciągu 2020 r. znacząco wzrosła intensywność prześladowań, a represje na wysokim i ekstremalnie wysokim poziomie dotyczą już 309 milionów chrześcijan na całym świecie. Niejako nowy wymiar represji na miejsce w związku z aktualną pandemią koronawirusa, kiedy chrześcijanom nie jest przyznawana (lub przyznawana w niewielkim stopniu) pomoc rządowa, ze względu na wyznawaną wiarę. Spośród 50 krajów, które zdaniem Open Doors, stosują lub nie reagują na stosowanie przemocy wobec chrześcijan, 19 znajduje się w Afryce. Najtrudniejsze warunki do życia dla wyznawców chrześcijaństwa odnotowuje się w Somalii, Libii, Erytrei, Nigerii i Sudanie. Niestety, w ostatnich latach, problemy chrześcijan nasilają się także w krajach, gdzie stanowią oni połowę, a nawet większość wszystkich mieszkańców. Przykładem jest tutaj Etiopia i Kenia.

Niestety, właściwie we wszystkich państwach, w których dochodzi do prześladowań wyznawców chrześcijaństwa, winę za to ponoszą muzułmanie. W Somalii, Sudanie czy Libii niemal niemożliwym jest przyznanie się do chrześcijaństwa. Wszystkim wyznawcom Chrystusa grozi ostracyzm społeczny, szykany, a nawet śmierć. Na zabójstwo szczególnie narażeni są mężczyźni, jako „głowy rodzin”. Bez nich kobiety stają się niemal bezbronne, nie są w stanie wyżywić dzieci, co skłania je często do poślubienia muzułmanów – w przeciwnym razie są do tego zmuszane lub porywane jako niewolnice. Ludzie, w obawie przed przemocą, boją się mówić o swojej wierze, zgadzając się nawet na niechrześcijańskie pochówki swoich bliskich.

Choć w Kenii czy Etiopii sytuacja wygląda nieporównywalnie lepiej, to w ostatnich latach ulega pogorszeniu. W raporcie Open Doors nt. Kenii, gdzie około 80 % ludności stanowią chrześcijanie, można przeczytać: „W szczególności [trudna sytuacja; dop.red.] dotyczy chrześcijan o muzułmańskim pochodzeniu zamieszkujących region północno-wschodni i pas przybrzeżny, którzy żyją w ciągłym zagrożeniu atakiem – również ze strony najbliższych krewnych. Nasze badania ujawniły, że chrześcijanie byli atakowani i zmuszani do ucieczki ze swoich wiosek, a islamska ekstremistyczna organizacja Asz-Szabab przenika do miejscowej ludności by śledzić działania chrześcijan na tych obszarach. Poważnym problemem jest również przestępczość zorganizowana. Skorumpowani urzędnicy często nie podejmują działań przeciwko prześladowcom, co zwiększa ryzyko dalszych incydentów wymierzonych przeciwko chrześcijanom.”. Dziwić może również zła sytuacja chrześcijan w Etiopii, którzy stanowią tam około 60 % populacji. Przemoc nasiliła się zwłaszcza ostatnio, wraz z separatystycznymi dążeniami regionu Tigraj, zdominowanego przez islam. Coraz silniejsze wydają się również różnice pomiędzy ludnością Oromo (muzułmanie) a Amharami (chrześcijanie). Wydarzenia z ostatnich miesięcy, ataki na chrześcijan w ich własnych domach, palenie chrześcijańskich wiosek, czy wspomniana we wstępie, rzeź 750 osób w kościele w Aksum, to smutne przykłady, jak trudne staje się życie wyznawców Chrystusa w państwie będącym kolebką chrześcijaństwa w Afryce.

Do światowych mediów najwięcej informacji przenika natomiast z Nigerii, głównie ze względu na działającą tam bojówkę Boko Haram, powiązaną z Państwem Islamskim. Nigeria, pod względem religijnym, jest podzielona niemal na pół – południową część kraju zamieszkują głównie chrześcijanie, a północ muzułmanie, którzy jednak coraz dotkliwiej prześladują zamieszkujących na „ich obszarze” chrześcijan, jak również przeprowadzają ataki i porwania w południowej części kraju. Według danych VaticanNews, w ciągu ostatniej dekady z rąk nigeryjskich dżihadystów w Nigerii zginęło ponad 36 tys. osób, a 2 mln zostały zmuszone do ucieczki. Jednak władze Nigerii bagatelizują problem. Prezydent Muhammadu Buhari, w lutym 2020 r. stwierdził, iż nie jest prawdą, że Boko Haram porywa jedynie chrześcijan oraz dodał, że chrześcijaństwo w całym kraju może się swobodnie rozwijać.

Trudna sytuacja gospodarcza na całym świecie związana z epidemią, utrata pracy i niepewność jutra to czynniki, które prowadzą do destabilizacji całych społeczeństw. To sprawia, że niepokoje na tle różnic religijnych mogą się wciąż nasilać. Chociaż różne organizacje non-profit na całym świecie, a nawet ONZ (od 2019 r., z inicjatywy Polski,  obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Pamięci Ofiar Przemocy z Powodu Religii lub Wiary) przypominają o problemie prześladowań za wiarę, to zbyt mało, aby pomóc ludziom, którzy potrzebują realnego wsparcia. Najwięcej wciąż zależy od działań podejmowanych przez poszczególne państwa. Pozostaje mieć nadzieję, że kwestia prawa człowieka do swobody wyznania, stanie się kiedyś nadrzędna wobec krótkotrwałych interesów politycznych.


Anna Szczepańska – historyk, afrykanista, doktor nauk humanistycznych. Specjalizuje się w dziejach Afryki po 1945 r., w szczególności historii Namibii i Angoli.