Wszędzie na świecie, aby skutecznie produkować żywność konieczne jest zapewnienie czterech rzeczy, są to ziemia, woda, słońce i pokój. Nawet najżyźniejsze gleby, o idealnym nasłonecznieniu z całorocznym dostępem do wody, nie będą uprawiane jeżeli wojna zniszczy pola uprawne, wysiedli rolników, a żołnierze splądrują spichlerze.

Działania wojenne w kraju, wyjątkowo negatywnie wpływają na produkcje żywności, ponieważ powodują zmniejszanie się  powierzchni pól uprawnych jak i ucieczkę osób na nich pracujących, którzy stają się  wewnętrznie wysiedlonymi uchodźcami we własnym kraju.

Po drugie, maleje dostęp do żywności, której transport, w miarę zwiększania się liczby operacji militarnych,  staje się  coraz bardziej ryzykowny.

Po trzecie, w miarę wzrostu pierwszych dwóch czynników ceny żywności idą w górę.

Mieszanka tych elementów jest receptą na głód.  W Południowym Sudanie został on ogłoszony  w lutym 2017, pięć lat po ostatniej podobnej deklaracji ONZ na  zachodnim Sahelu i w Somalii.

Oficjalne oświadczenie o stanie głodu to klasyfikacja IPC , czyli Integrated Food Security Phase Classification. IPC to system stworzony w 2004 roku przez ONZ, którego celem jest geograficzna kategoryzacja regionów pod względem dostępności pożywienia.

Fot. Mikołaj Radlicki

Aby region został ogłoszony ICP 5 – katastrofą głodową – musi zostać spełnionych wiele kryteriów (ponad 100 stron wskaźników orientacyjnych) –   jednym z nich jest śmiertelność na skutek niedożywienia przekraczająca 2 osoby na 10.000 mieszkańców.

Obecnie jedynie województwo Unity State w Południowym Sudanie jest skalsyfikowane na IPC 5, jednak dane z innych części kraju dowodzą, że około 5 milionów ludzi, czyli prawie 50% populacji Południowego Sudanu, potrzebuje wsparcia żywnościowego (IPC 3 i więcej).

Wszystko wskazuje na to, że jeśli sytuacja w najbliższych miesiącach diametralnie się nie poprawi, na co się nie zapowiada, to więcej województw w kraju będzie w stanie głodu.

Armia z przodu, reszta z tyłu

Pomimo długotrwałych i uporczywych nawoływań społeczności międzynarodowej i ekspertów, zajmujących się bezpieczeństwem żywnościowym, do podjęcia kroków łagodzących efekty wojny i wspomagających produkcje żywności w Sudanie Południowym, rząd w Dżubie pozostał niewzruszony.

Nie tylko nie zrobił nic dla polepszenia sytuacji w kraju, ale systematycznie (i ostentacyjnie) pompował pieniądze w zbrojenie rządowej armii do walk z opozycją. Miliony dolarów, które mogłyby zapobiec katastrofalnej sytuacji w Unity State, zostały przeznaczone na cel, którego efektem, bardzo prawdopodobnie będzie pogorszenie bezpieczeństwa żywnościowego w Jonglei, regionie w zachodniej części kraju.

Media piszą o poufnym raporcie w którym ONZ oskarża prezydenta Salve Kiira o defraudacje około polowy wszystkich pieniędzy z produkcji ropy naftowej, która stanowi ponad 95% dochodów kraju, i przeznaczeniu ich na cele wojenne.

„Aktualny stan głodu to efekt działań ludzkich” – powiedziała w rozmowie z sudanskimi mediami Joyce Luma, dyrektor WFP [1] w Sudanie Południowym – „Nasza organizacja, jak i reszta społeczności międzynarodowej w kraju starała się zapobiec tej katastrofie poprzez pomoc humanitarną na skale do tej pory bez precedensu. Jednak cały czas podkreślaliśmy, że ta pomoc, bez widocznej poprawy bezpieczeństwa w kraju, zarówno dla pracowników humanitarnych jak i mieszkańców Sudanu Południowego, nie uwolni go od kryzysu żywnościowego”.

Papierki bez wartości

Rezerwy dolarów, które rząd pieczołowicie kumuluje na wydatki wojenne, często spadają blisko zera i wzrastają dopiero, gdy Dżubie uda się sprzedać coraz mniej pożądane,  ze względu na sankcje, południowosudańskie baryłki ropy naftowej.

Takie spadki rezerw dolarowych przekładają się na dewaluację funta południowosudańskiego (SSP). Od października 2016 spadek SSP wyniósł prawie 150%, a od stycznia 2016 około 600%!

Większość żywności, która przywożona jest z Ugandy, Etiopii i Kenii staje się droższa z dnia na dzień,  co boleśnie zmniejsza siłę nabywczą Sudańczyków. Produkcja lokalna maleje równie szybko, a chroniczny brak dostępu do jedzenia postępuje.

„Ludność lokalna to przede wszystkim prości rolnicy utrzymujący się z własnych plonów, a wojna zaburzyła rolnictwo” – powiedział Serge Tissor, dyrektor FAO [2] w Sudanie Południowym – “(..)Ci ludzie stracili bydło i narzędzia rolnicze. Od miesięcy jedyne co trzyma ich przy życiu to dzikie rośliny jadalne i ryby, które niekiedy udaje im się złapać”.

Inflacja jest wiec poważnym problem. Coraz bardziej bezwartościowy funt południowosudański powoduje, że przeciętnych ludzi nie stać na importowane jedzenie, a lokalna produkcja nie jest już w stanie utrzymać szybko rozrastających się liczebnie wiosek.

Fot. Mikołaj Radlicki

Nie pierwszy raz

Efekt wojny na uprawy rolne jest negatywny nie tylko w Afryce, lecz także w Jemenie, Syrii czy Afganistanie. Badania pokazują jednak, że mimo wszystko to właśnie rolnictwo jest najbardziej elastycznym sektorem gospodarczym, najlepiej radzącym sobie ze zniszczeniami wojny.

W nowym raporcie FAO z 2016 roku ustalono, iż w Syrii ponad 75% gospodarstw rolnych wciąż uprawia jedzenie na własne potrzeby, pomimo działań wojennych. Straty rolnicze oszacowano w Syrii na 16 miliardów USD, ale FAO utrzymuje, że wznowienie produkcji żywnościowej jest możliwe, a rolnicy w każdej chwili są gotowi do współpracy.

Na znacznie bardziej żyznych glebach Sudanu Południowego jeszcze łatwiej byłoby odbudować produkcję żywności, ale zarówno umiejętności, doświadczenie jak i zapał do pracy tamtejszych rolników, są znacznie mniejsze niż u ich syryjskich kolegów. Poza tym odnowienie produkcji i tak nie wystarczyłaby do wyżywienia ludności kraju, przynajmniej nie w najbliższym czasie.

„Strategia na pokój zaczyna się od wioski”

Wiele organizacji pozarządowych w Południowym Sudanie zajmuje się usprawnianiem wydajności rolniczej poprzez ulepszanie technik produkcji, dystrybucje bardziej produktywnych nasion i narzędzi, szkolenia w metodach żniwiarskich oraz łączenie rolników z lokalnymi rynkami.

Jednym z podobnych programów jest wszechstronna strategia pokoju poprzez Agro-Pastoral Field Schools (APFS), czyli polne szkółki rolne, wprowadzana w Sudanie przez ACTED, francuską organizacje pozarządową.

Strategia APFS polega na generowaniu samowystarczalności żywieniowej w wioskach poprzez uczenie ich mieszkańców sprawniejszej produkcji rolnej. Te grupy, w miarę upływu czasu, dochodzą do produkcji, która pozwala im na sprzedaż części plonów i pozyskanie pieniędzy, które inwestowane są na przykład w nowe narzędzia i więcej nasion.

Łączenie grup z rynkami skupu rozpoczyna proces handlowy pomiędzy grupami, które wcześniej walczyły ze sobą o ziemie, bydło lub inne zasoby naturalne. Ten proces rozrasta się z biegiem czasu, a coraz większy geograficznie obszar przechodzi z rywalizacji w ekonomiczną współpracę.

Tworzenie podobnych „korytarzy pokoju” poprzez rozwój rolniczy to metoda, którą ACTED skutecznie zastosował w Karamoja, północno-wschodniej Kenii i w południowym regionie wzgórza Kidepo w Ugandzie, a obecnie stara się wprowadzić w Sudanie Południowym, w miejscach, w których istnieje podstawowe doświadczenie rolnicze.

Sto procent żyzności 

Rolnictwo to przyszłość gospodarcza Sudanu Południowego i jego jedyna droga do politycznej stabilizacji” – napisał o swoim kraju Machiek Nhial Makeny, student Nauk Rolniczych na Uniwersytecie Eldoret w Kenii. Prawdopodobnie ma wiele racji.

Potencjał czarnoziemów w regionach takich jak Western Equatoria jest wyjątkowy. Wiadomo na przykład, że to jedno z nielicznych miejsc na świecie, gdzie rosną obydwie odmiany kawy – Robusta i Arabica – dając znakomite zbiory, fantastycznej jakościowo kawy.

Biorąc pod uwagę także żywy inwentarz: krowy, kozy, owce, świnie i drób, regiony takie jak Warrap i Lakes  oraz całą Euatorie dysponują dostatecznymi obszarami pastwisk i źródłami wody, aby wyprodukować wystarczającą ilość mięsa dla całego kraju.

Problem tkwi zatem w czwartym składniku – pokoju – który de facto najtrudniej jest zapewnić. Organizacje pozarządowe, takie jak ACTED, zrozumiały, że pokoju w Sudanie Południowym nie da się w najbliższym czasie zaprowadzić od strony politycznej, ale jedynie na skalę mikro od strony wioski.

Patrząc obiektywnie na przyszłość tego kraju może się wydawać, że zawieszenie broni przyjdzie prędzej od strony polnych szkółek rolnych z odległych pastwisk, niż od rządu w Dżubie.


[1] Światowy Program Żywnościowy (World Food Programme)

[2] Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (Food and Agriculture Organization)


Autor: Mikołaj Radlicki