W Republice Południowej Afryki migotania żarówek i dźwięki brzęczących urządzeń od miesiąca są powodem do świętowania, a przynajmniej do westchnięcia z ulgą. Pomimo perspektywy poprawy sytuacji, narastająca od początku kryzysu energetycznego wściekłość mieszkańców RPA nie zmniejsza się, a powtarzające się blackouty utrzymują kraj w ciemności i grożą regresem tej najbardziej rozwiniętej gospodarki Afryki.

Aby uniknąć zapaści i wprowadzić pewną stabilność w krajowej sieci elektroenergetycznej podjęto decyzję o wprowadzeniu cięć w dostawach prądu – nawet do 4000 MWe dziennie. Zaciemnienia określone terminem „loadshedding” są wprowadzane na różnych obszarach kraju i o różnych godzinach.

Coraz lepiej rozumiemy problemy techniczne i inne, z którymi borykają się elektrownie Eskomu” – stwierdził niedawno Parvin Gordhan – nowy minister ds. przedsiębiorstw publicznych. Dodał również, że eksperci będą potrzebować nawet kilku tygodni, aby zakończyć ocenę istniejących awarii zmniejszających prawie o połowę zdolność produkcyjną elektrowni Eskomu.

Eskom jest największym przedsiębiorstwem państwowym oraz dostawcą 95 procent energii elektrycznej w RPA będąc jednocześnie największym producentem energii elektrycznej w Afryce. To jeden z siedmiu największych zakładów energetycznych na świecie oraz jeden z dziewięciu najlepszych pod względem sprzedaży prądu.

W trakcie rządów byłego prezydenta Jacoba Zumy Eskom stał się epicentrum skandali związanych z niegospodarnością. Jego finanse uległy pogorszeniu do tego stopnia, że nie jest w stanie odpowiednio zadbać o starzejące się elektrownie oraz wygenerować wystarczającej ilość środków na obsługę rosnącego zadłużenia, które od 2007 roku wzrosło do 30 miliardów dolarów. Zaciągnięte pożyczki miały zostać wykorzystane na modernizację przestarzałych elektrowni – ich średnia wieku wynosi 37 lat – jednak tak się nie stało. Większość środków została nietrafnie zainwestowana w budowę dwóch nowych, opalanych węglem elektro-ciepłowni, Medupi i Kusile, które zaczęły się psuć nim zostały ukończone, a data oddania ich do użytku cały czas się oddala.

Kruchość systemu elektroenergetycznego RPA dodatkowo pogorszył śmiertelny cyklon Idai, który odciął dostawy energii wodnej z Mozambiku. Naprawa przerwanych trakcji może potrwać tygodniami.

Eskom oficjalnie posiada moc produkcyjną w wysokości do 45 000 MWa, ale ostatnie awarie sprawiły, że nie mógł obsłużyć nawet 27 000 MWa.

W obliczu narastającego zadłużenia i powszechnych blackoutów przedsiębiorstwo tomoże dosyć szybko stracić swój prawie stuletni monopol na rynku południowoafrykańskim, na co przyzwolenie zdaje się dawać prezydent Cyril Ramaphosa. Taka decyzja wywołałaby jednak gniew powiązanych z Afrykańskim Kongresem Narodowym (ANC) związków zawodowych, które postrzegają podział Eskomu na zależne od państwa jednostki wytwórcze, przesyłowe i dystrybucyjne jako potencjalne zagrożenie dla 48 000 miejsc pracy.

W związku z brakiem zdecydowanego rozwiązania problemu i koniecznością zatrzymania stopniowego bankructwa Eskomu, rząd RPA wykorzystał już i tak rozciągnięte do maksimum finanse publiczne – wsparcie wysokości 5 miliardów dolarów zostało przekazana na pokrycie części zaległych płatności. Ponadto w lutym rząd Ramaphosy podjął decyzję o uwolnieniu funduszy Eskomu, aby choć trochę ograniczyć przerwy w dostawie energii.

Oprócz strat wizerunkowych problemy Eskomu mają fatalny wpływ na południowoafrykańską gospodarkę. Ostatnia runda blackoutów zaszkodziła małym firmom i podkopała zaufanie inwestorów. Koszty związane z kryzysem energetycznym są bardzo wysokie. Narodowy regulator energii oszacował, że straty będące skutkiem utraty mocy wynoszą około 6 dolarów za kilowatogodzinę, czyli na obecnym poziomie 140 milionów dolarów dziennie.  

W jednym z opublikowanych niedawno artykułów Business Day stwierdził, że niedobory mocy stanowią główne zagrożenie wyborcze dla ANC i mogą kosztować kontrolę nad prowincją Gauteng – ośrodkiem gospodarczym obejmującym Johannesburg i Pretorię.

Słabość ANC wykorzystują ich przeciwnicy. „W ciągu ostatnich dni stało się jasne, że nie ma planu naprawienia tego bałaganu”, powiedział Mmusi Maimane – lider opozycyjnego Sojuszu Demokratycznego. Warty uwagi jest wzrost poparcia dla populistycznego Ruchu Bojowników o Wolność Gospodarczą, ponieważ to właśnie do niego odchodzą niezadowoli z rządów ANC wyborcy.

I choć poprzedzające kryzys sondaże pokazywały, że dominacja ANC jest niezagrożona to przewiduje się, że do wyborów może się to zmienić. Oznaczałoby to pierwszą tak znaczącą zmianę w południowoafrykańskiej polityce od upadku apartheidu.


Mikołaj Dąbrowski (dabrowski.miko@gmail.com ) – w swoich badaniach skupia się na polityce gospodarczej, pomocy rozwojowej i stosunkach międzynarodowych ze szczególnym uwzględnieniem Afryki Subsaharyjskiej. W latach 2012 – 2014 pracował wolontariacko w szkołach w Ghanie i Liberii. Od 2017 roku współpracuje z Polskim Centrum Studiów Afrykanistycznych, gdzie wykonuje analizy z zakresu stosunków międzynarodowych, gospodarczych i politycznych. W tym samym roku obronił na Uniwersytecie Wrocławskim pracę dyplomową pod tytułem „Gospodarcze aspekty współpracy sino-afrykańskiej w XXI wieku. Rola Forum Współpracy Chiny – Afryka (FOCAC)”. Z InvestAfrica związany jest od 2019 roku.