Polska nie ma politycznej, ani biznesowej strategii wobec krajów Afryki i nic nie zapowiada, żeby w najbliższym czasie to się zmieniło. Przez ignorancję kraj traci więcej niż się wydaje.

Dariusz Stasiuk z Koła, właściciel firmy Staspol, handlował już z przedsiębiorcami z Kenii, Ugandy, RPA różnymi produktami, m.in.drewnem czy komputerami. Większość transakcji wspomina bardzo dobrze i jest zadwolony z kontaktów handlowych z Afrykanami. Zachęcony swoim doświadczeniem, kilka lat temu stworzył stronę internetową, na której rejestrowali się przedsiębiorcy z Polski i z krajów Afryki zainteresowani nawiązaniem wzajemnych kontaktów handlowych. Do bazy danych zapisało się kilkudziesięciu biznesmenów, którym udało się przeprowadzić udane transakcje. Po kilku latach, Dariusz Stasiuk musiał jednak z tej działalności zrezygnować. – Zainteresowanie wzajemnymi relacjami biznesowymi spadło, a ponadto, Polacy nie rozumieli afrykańskiej kultury robienia biznesu i na odwrót. Wszyscy chcieli mieć szybkie zyski, a nie byli świadomi, że ważna jest więź społeczna z kontrahentem. Mimo zamknięcia strony jestem przekonany, że takie inicjatywy w Polsce są potrzebne, ale nie mogą się rozwinąć bez wsparcia rządowego. W Afryce można robić interesy – rynki są chłonne, potrzebują właściwie wszystkich produktów i mogą pomóc nie tylko w kryzysowych czasach. Działając tam wiele razy spotkałem się z pytaniem o to, czy Polska, jako kraj, nie jest zainteresowana poważniejszą wymianą handlową – tłumaczy Dariusz Stasiuk.

Wiele z takich inicjatyw mogłoby się rozwinąć, gdyby polscy politycy poświęcili uwagę współpracy biznesowej z krajami Afryki. Choć pojawiają się ciekawe inicjatywy jak publikacja biuletynu sejmowego „Debata” na temat relacji z Afryką, to wciąż za mało, a większość polityków nie jest zainteresowana tematem. Brakuje też aktualnej strategii wobec krajów Afryki i nowoczesnego spojrzenia na kontynent. To Polska na tym traci, pozbawiając się dostępu do chłonnych rynków bogatych w surowce energetyczne i naturalne, a nie kraje Afryki.

źródło: http://www.flickr.com/photos/300tdorg

Polska do tyłu

Afryka od dłuższego czasu pozostaje w Polsce na dyplomatycznym marginiesie, mimo znaczących tradycji wymian studenckich czy ekonomicznych. Większość z nich została zbudowana w czasach PRL-u, a rządzący, którzy przyszli po 1989 roku chcieli zerwać z tym, co kojarzyło się poprzednim ustrojem. – Takie zachowanie było wyjątkowo lekkomyślne zwłaszcza, że w wielu krajach Afryki łatwo trafić na ludzi, którzy studiowali w Europie Wschodniej i znają rosyjski. To ogromny potencjał, który aż się prosi o wykorzystanie – podkreśla Jędrzej Czerep, ekspert ds. Afryki Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego. Po wstąpieniu do Unii Europejskiej w 2004 roku, polska polityka zagraniczna nie zmieniła się i pozostał skupiona na sprawach europejskich: Partnerstwie Wschodnim, poszerzeniu UE, a poza Europą, na Stanach Zjednoczonych i w pewnym stopniu na Chinach. Afryka nadal pozostała na marginiesie, co w maju ub.r. potwierdził wiceminister spraw zagranicznych Jacek Najder  mówiąc, że „współpraca gospodarcza naszego kraju z państwami Afryki jest marginalna i nic nie wskazuje na to, że sytuacja ta w bliskiej perspektywie czasowej ulegnie zmianie”. Polscy politycy nie rozumieją znaczenia Afryki w dzisiejszym świecie, co potwierdzają ich kolejne decyzje. W 2008 roku Radosław Sikorski zdecydował o likwidacji ambasad w Kongu, Tanzanii, Zimbabwe i Senegalu, pozostawiając w około 40 krajach Afryki Subsaharyjskiej tylko pięć placówek dyplomatycznych. Jako minister spraw zagranicznych odwiedził co prawda Afrykę w 2009 roku, ale skupił się na kwestiach pomocy rozwojowej, a nie na biznesie. Jego poprzednik Włodzimierz Cimoszewicz odwiedził Nigerię, Angolę, Kenię i Namibię aż pięć lat wcześniej, czyli w 2004 roku. Żadna z tych wizyt nie przyniosła jednak konktraktów biznesowych czy podpisania umów o strategicznej współpracy.  Od ponad 7 lat niezaktualizowana jest również polska strategia wobec Afryki, która i tak niewiele pomaga w budowaniu kontaktów. Dokument ma bardziej teoretyczny niż praktyczny charakter, opisuje historię relacji z wybranymi krajami i stan faktyczny, a nie plany na przyszłość. Jego autorzy skupili się na relacjach z krajami Afryki Północnej, a nie Subsaharyjskiej, która teraz najdynamiczniej się rozwija, i wprowadzili stygmatyzujący podział na kraje priorytetowe (Egipt, Algieria, Maroko, Tunezja, RPA) i ważne (Libia, Nigeria, Kenia, Angola, Demokratyczna Republika Konga, Ghana), a relacje multilateralne postawili ponad dwustronnymi. Przyjęcie i stosowanie tego dokumentu miało na celu podniesienie poziomu dyplomacji gospodarczej w krajach rozwijających się, tymczasem objawia ona brak polskiego przygotowania do prowadzenia współpracy z Afryką.

Polska nie wykorzystuje też szansy wynikającej z członkostwa w Unii Europejskiej. Chociaż część obowiązków polityki zagranicznej wobec krajów trzecich przejęła centralna administracja Unii, Polska mogłaby mieć w niej większy udział. Jej głos jest jednak niesłyszalny, tak jak podczas ostatniego szczytu UE-RPA. Dobrej atmosfery wokół relacji z krajami Afryki nie tworzy też  ignorancja polityków. – Reprezentanci tzw. elit politycznych wciąż kojarzą Afrykę z biedą, głodem i wojnami, a w swoim zachowaniu prezentują postawy rasistowskie. Nieraz zdarza się usłyszeć na sejmowych korytarzach o „asfaltach” z ust polityków z pierwszych stron gazet – podkreśla osoba ze środowiska MSZ. Gdy dochodzi do dyskusji o afrykańskich aspektach polskiej polityki zagranicznej, rozmowa szybko schodzi na sprawy wewnętrzne. Natomiast na sugestie dotyczące inwestycji w Afryce padają wymijające odpowiedzi. W takiej sytuacji trudno sobie wyobrazić, że ktoś z rządzących zainicjuje stworzenie kompleksowej strategii polityczno-ekonomicznej współpracy z Afryką. Bez takiego dokumentu niemożliwe będzie prowadzenie działań, które pozwoliłoby uzyskać Polsce dostęp do chłonnych rynków Afryki czy zabezpieczyć dostawy niektórych towarów jak cukier czy kakao, które już teraz kraj importuje odpowiednio z Mauritiusu i Wybrzeża Kości Słoniowej. Wszystko przekłada się na niski poziom wymiany handlowej Polski z krajami Afryki. Na stronach Ministerstwa Gospodarki można znaleźć informację, że Polska handluje tylko z Algierią, Egiptem, Marokiem, Tunezją i Libią. Według danych MG za styczeń-listopad 2011, zarówno eksport, jak i import z nimi nie przekraczają 1 proc. całej polskiej wymiany handlowej.

Afryka do przodu

Tymczasem handel  Afryki z innymi częściami świata rośnie i swoje siedziby otwierają tam największe światowe korporacje. Przedsiębiorcy przekonują, że choć kontynent nadal cierpi z powodu braku dróg czy przerw w dostawie prądu, ubogie zasoby wykwalifikowanej kadry, to niskie nakłady na inwestycję i szybki jej zwrot są wystarczająco przekonującymi argumentami do podejmowania działań biznesowych w Afryce. Dostrzegają też to, czego nie widzą Polacy: środowisko przyjazne biznesowi jak w Ruandzie, gdzie firmę można otworzyć w trzy dni, czy szybki wzrost gospodarczy, który będzie trwał przez najbliższe lata oraz bogactwo surowców. Jeden z ekspertów wypowiadających się w raporcie agencji konsultingowej Ernst&Young na temat atrakcyjności Afryki mówi, że pierwszą i najważniejszą umiejętnością przy robieniu biznesu w Afryce jest dostrzeganie tkwiących w niej możliwości, a Polakom tego brakuje. Prezes Siemensa na region Afryki, twierdzi, że ze względu na dużą sprzedaż produktów, firma zdecydowała się otworzyć biura w Afryce, bo nie mogła dłużej zarządzać efektywnie ponadmiliardowym rynkiem z innego kontynentu.

Również polski biznes wyprzedza w działaniach administrację rządową. Do Dariusza Stasiuka z Koła w ciągu ostatnich kilku tygodni zgłosiło się pięć firm poważnie zainteresowanych działalnością biznesową w Afryce z prośbą o poradę. Ci przedsiębiorcy wiedzą, co ich czeka na nowych rynkach, ponieważ większość z nich spędziła w Afryce przynajmniej kilka miesięcy i zna tamtejsze realia. Sam Stasiuk liczy, że wkrótce wróci do Afryki z biznesowymi przedsięwzięciami, które jakiś czas temu odsunął na bok, ze względu na sprawy prywatne. Do krajów Afryki – np. Gwinei Równikowej swoje produkty sprzedaje też Polmos Białystok, a nowo powstałym Sudanie Południowym polska firma SmartSystem buduje oświetlenie uliczne oparte na bateriach słonecznych. – W tym nowym kraju dobrze radzą sobie te polskie średnie firmy, którymi zarządzają ludzie na miejscu, znający realia i po prostu lubiący Afrykę – zauważa Jędrzej Czerep. Promotorem nowoczesnej współpracy z Afryką może okazać się Jan Kulczyk. W grudniu konsorcjum Neconde, w którego skład wchodzą dwie firmy polskiego miliardera, kupiło 45 proc. udziału w koncesji wydobywczej Oil Mining License 42. W jednej grupie z Kulczykiem nie pojechał jednak nikt z rządzących.

Szansa na sukces

Te pojedyncze działania to wciąż niewiele. Żeby było ich więcej powinny być wsparte przez państwo. Polska, bez pozycji byłego kolonizatora, nie ma tylu więzi z krajami afrykańskimi, które czyniłyby ją rozpoznawalnym partnerem handlowym, a to działa na niekorzyść pojedynczych przedsiębiorców. Poza tym, bez odpowiedniej dyplomacji trudno o zdobycie dużych kontraktów. Politycy mogliby wykorzystać narzędzia lobbingowe, które mają jako część Unii Europejskiej, korzystać z mechanizmów wspólnej polityki handlowej i podkreślać swoje zainteresowanie w Afryce wybierając kilku kluczowych partnerów z całego kontynentu. – Afryka opisywana jest jako perspektywiczny rynek, zasobny przede wszystkim w surowce naturalne i energetyczne. Jeżeli teraz nie włączymy się do wyścigu za chwilę będzie za późno – przestrzega dr Kamil Zajączkowski, wykładowca Centrum Europejskiego Uniwersytetu Warszawskiego, zajmujący się m.in. relacjami UE z Afryką. Polska mogłaby służyć wiedzą w zakresie ochrony środowiska, w górnictwie, ale też edukacji czy dzieląc się doświadczeniami dotyczącymi transformacji ustrojowej. – Pomysł, żeby wypromować polską transformację jako nasz towar eksportowy jest bardzo dobry. Budzi to ciekawość Polski i pozytywne odczucia w krajach, które stoją u progu przemian – argumentuje Jędrzej Czerep. Żeby budować potęgę trzeba mieć jednak pomysł i strategię. Nie pomogą pojedyncze niezorganizowane działania jak wizyta Lecha Wałęsy w Tunezji, publikacja biuletynu sejmowego „Debata” poświęconego relacjom Polski z krajami afrykańskimi, utworzenie zespołu parlamentarnego ds. Afryki  czy organizacja w Warszawie, w ramach polskiej prezydencji w UE, spotkania Stowarzyszenie Parlamentarzystów Europejskich na rzecz Afryki. – Na razie to tylko pojedyncze działania, choć coraz więcej osób – ekspertów, publicystów, pisarzy, dostrzega ogromny potencjał i szanse, jakie Polska ma w Afryce. Jeśli będą wytrwali, jest szansa, że przełoży się to na konkretne działania władz – zachęca Jędrzej Czerep z Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego.

Joanna Sopyło