Połączenie świata nauki z pasją do Afryki oraz żyłką biznesową to dobra recepta na ciekawą historię życiową a z pewnością świetny materiał na wywiad dla czytelników InvestAfrica.pl. Podczas spotkania z dr. Jerzym Gilarowskim – Profesorem Uniwersytetu w Dar es Salaam w Tanzanii, dowiadujemy się jak dziecięce zainteresowanie może przerodzić się w misję naukową oraz nadać kształt biznesowym poczynaniom w Afryce. Ta pełna ciekawych wskazówek rozmowa może z całą pewnością stać się zaczątkiem przygody biznesowej odważnego przedsiębiorcy znad Wisły.  

Sławek Winiecki: Od wielu lat jest Pan związany z Afryką jako naukowiec oraz przedsiębiorca. Jaka historia stoi za Pańskim zainteresowaniem tym kontynentem?

Dr. Jerzy Gilarowski: Historia jest długa ze względu na to, że moje zainteresowanie Afryką trwa prawie pięćdziesiąt lat.  Jako młodemu chłopakowi wpadła mi w ręce książka Alfreda Szklarskiego „Tomek na Czarnym Lądzie”, którą przeczytałem z wypiekami na twarzy, pod kołdrą, i z latarką w ręku pragnąc, żeby było mi tak gorąco jak głównemu bohaterowi. Dzięki tej lekturze zacząłem szukać innych książek o Afryce oraz oglądać filmy dostępne w latach 70-tych. Jestem zakochany w Afryce od wieku nastoletniego. W wyniku moich zainteresowań rozpocząłem studia na UMCS w Lublinie na Wydziale Biologii i Nauk o Ziemi (kierunek geografia). Gdy jednak dowiedziałem się podczas pierwszego roku, że w Warszawie na Uniwersytecie Warszawskim, na Wydziale geografii, można pogłębiać wiedzę w Zakładzie badań nad Afryką i Azją niewiele się zastanawiając napisałem podanie i w konsekwencji przeniosłem się z Lublina do Warszawy. Będąc studentem współorganizowałem wyprawę do Tanzanii, w której obecnie jestem. Oczywiście organizacja wyprawy była w czasach socjalizmu bardzo trudna a otrzymanie paszportu stanowiło nie lada wyzwanie włącznie z badaniem przez służby rodziny i znajomych. Udało się. Spędziłem w Tanzanii ok. 2 miesięcy, podczas których zrobiliśmy badanie uwieńczone jedną z moich pierwszych publikacji naukowych. Po studiach przyjąłem ofertę pracy na Uniwersytecie Warszawskim. Zawsze jednak bardzo chciałem mieszkać w Afryce, co prowadziło do krótkotrwałych wyjazdów na ten kontynent. Cały ten czas podziwiałem innych Europejczyków, którzy tam mieszkali, dlatego wysłałem moją propozycję do różnych ośrodków uniwersyteckich w Afryce. Z jednego z nich – University Dar es Salaam przyszło zaproszenie i propozycja zatrudnienia. To był rok 2003 a w Tanzanii jestem obecny do dzisiaj. Oczywiście miałem okazję podróżowania po innych krajach Afryki a ze względu na to, że interesowała mnie branża turystyczna uzbierałem sporo kontaktów z operatorami w Tanzanii, Ugandzie czy Rwandzie. Równolegle z powrotem do Polski zacząłem organizować wyprawy do Afryki Wschodniej, których udawało się przeprowadzać kilka rocznie.  

Pańska książka „Afryka dzisiaj. Piękna, biedna, różnorodna” to barwna opowieść o wielowymiarowości Afryki. Czym można się tam zafascynować?

Dokładna odpowiedź na to pytanie zajęłaby z pewnością kilka dni, gdyż w Afryce zainteresować można się dosłownie wszystkim. Na przykład środowiskiem naturalnym, które jest najbardziej zróżnicowane na świecie – są lasy równikowe, pustynie, sawanny, gaje oliwne, wielkie rzeki, wielkie jeziora – środowisko rzeczywiście zachwyca. Dla Europejczyków najbardziej godne podziwu są zwierzęta. Najlepiej podziwiać je na sawannie, gdzie jest ich najwięcej. Afryka budzi zainteresowanie również ludźmi. Na południe od Sahary mieszka wiele grup etnicznych, na przykład w Tanzanii jest ich ponad 120 a każda z nich ma swoje cechy charakterystyczne. Studiowanie odmienności poszczególnych kultur jest fascynujące. Europejczyka przyciąga również możliwość robienia biznesu. Wiele krajów posiada nieskończone zasoby mineralne oraz tanią siłę roboczą. Przede wszystkim postawiłbym jednak na turystkę. Afryka jest różnorodna, piękna, ma wiele do pokazania i jest tańsza niż Ameryka Południowa i kraje azjatyckie.

Dr. Jerzy Gilarowski / fot. archiwum prywatne

Kontynent afrykański to zróżnicowane środowisko społeczno-gospodarcze i pod tym kątem jest właśnie analizowany przez portal InvestAfrica.pl. Jakie cechy na tle dzisiejszych przemian a także wyzwań związanych z pandemią wyróżniają Afrykę z perspektywy globalnej?

W Afryce pandemia trwa cały czas i stanowi wszędzie temat numer 1 do rozmowy. Afryka przechodzi pandemię inaczej niż inne kontynenty. Najpierw było przerażenie i skok cen, środki czystości i odkażające sprzedawano po bardzo wysokich cenach, krawcy zaczęli szyć maseczki zamiast ubrań. Po kilku miesiącach postrzeganie zmieniło się a świętej pamięci Prezydent Magufuli powiedział, że wirus nie powinien skrzywdzić Tanzańczyków będących chrześcijanami. Po kilku miesiącach lockdownu wszystko wróciło do normalności. Tanzania żyje jakby wirusa nie było. Pozostaje pytanie, czy takie podejście było dobre. Zdania są podzielone. Muszę przyznać, że gdyby Tanzania wprowadziła całkowite zamknięcie gospodarki ludzie umieraliby pewnie z głodu a śmiertelność byłaby większa niż ta wywołana wirusem.  

W Tanzanii odnalazł Pan swój drugi dom. Jak bardzo różni się robienie biznesu w Tanzanii w porównaniu z Europą?

Teoretycznie rozpoczęcie biznesu jest podobne. Trzeba pozyskać pozwolenia i licencje co jednak trwa to dłużej niż w Europie. Praktycznie, żeby zacząć biznes w Tanzanii trzeba wiedzieć z kim rozmawiać, dobrze przeanalizować sytuację w celu uniknięcia potencjalnych konfliktów. Gdy wpadniemy na pomysł, że będziemy produkować na przykład wodę mineralną, ale wcześniej nie przeanalizowaliśmy sytuacji może nam umknąć, że rynek jest wypełniony przez produkty dwóch czy trzech firm, które nie życzą sobie, żeby ktoś obcy a szczególnie nie z Tanzanii otworzył interes. Dobrze jest mieć znajomych. To nie jest tak, że przyszły biznesmen przyjeżdża do Tanzanii i stwierdza, że ta woda mineralna jest złej jakości i na tej podstawie otwiera biznes. Trzeba mieć dobrych znajomych, którzy pracują w lokalnych władzach. Połączenie biznesu i polityki w Tanzanii jest szczególnie wyraźnie. Trzeba wiedzieć kto jest kim i jak dużo może.

Jak podejść zatem do rozpoznania rynku?

Najlepiej, żeby to było coś innego. Ja w Tanzanii oprócz pracy na uczelni zawsze prowadziłem biznes. Kluczem jest otwarcie czegoś nowego w przestrzeni, gdzie nie ma jeszcze dużej konkurencji. Warto również wybadać jak bardzo polityka powiązana jest z biznesem w danym regionie. Bardzo ważne jest, żeby rozmawiać z ludźmi i być przyjaznym. Niezbędne są tutaj pytania o samopoczucie czy rodzinę a kilka obowiązkowych zwrotów stanowi niezbędnik. Nawet rozpoczęcie rozmowy w urzędzie rozpoczyna się od grzecznościowych zwrotów. Chcę tym podkreślić, że serdeczność jest bardzo ważna.

Od czego zacząć biznesową przygodę z Afryką? Gdzie zdobyć podstawową wiedzę?

Bardzo ważne są znajomości. Najlepiej rozpoznać sytuację za pomocą przyjaciół. Jeśli ich nie ma to po prostu należy ich znaleźć. Nie można zbadać sytuacji bez ludzi. Nie wystarczy rozmawiać z jedną lub dwoma osobami, niezbędne informacje należy pozyskać z różnych źródeł. Ważny jest rozwój siatki kontaktów i budowanie relacji.

W centrum każdej relacji biznesowej jest człowiek. Jak buduje się zaufania przedsiębiorcy z Afryki Wschodniej?

Bardzo ważną rzeczą w biznesie jest szanowanie innych. Tanzańczycy są niesamowicie wyczuleni na krytykę. Musimy szanować inne poglądy i być przyjacielscy. Mieszkańcy Tanzanii nie lubią białych, którzy nie są przystępni, nie zapytają o zdrowie o samopoczucie – nazywają ich Wazungu, co w języku kisuahili znaczy biały, lub obcy. Pracodawca musi pokazać, że jest taki sam jak pracownik.

Czy warto zatem rozważyć Afrykę jako potencjalną destynację biznesową? Jaki profil przedsiębiorcy będzie do takiej przygody predysponowany?

Możliwości są ogromne i występują wszędzie. Jeśli tylko mam okazję zachęcam wszystkich do przyjazdu do Afryki i robienia biznesu. W Afryce produkcja jest minimalna, więc tutaj w sklepach są importowane produkty. Profil przyszłego, potencjalnego przedsiębiorcy to oczywiście producent, ponieważ handel jest już w dużej mierze w rękach Arabów i Hindusów, natomiast pracownicy to głównie ludność afrykańska. W grę wchodzi każda produkcja, o ile nie naciśniemy komuś na odcisk. Chodzi o wytwarzanie artykułów prostych do konsumpcji, otwarcie czegoś nowego. Tanzania wchłonie wszystko – nie będzie potrzeby importowania. Rynek cały czas jest chłonny. Przedsiębiorca musi znać swój biznes i lokalne układy, dokładnie rozpoznać rynek, żeby wiedzieć skąd przyjdzie ewentualna konkurencja. Musi być równocześnie bardzo przyjazny. Tanzańczycy nie lubią zamkniętych w sobie ludzi, którzy robią biznes i nie dzielą się z innymi. W Tanzanii jest głęboka kultura dawania i pomagania sobie a jałmużna to wspomożenie biedaka na ulicy monetą, ale również wybudowanie szpitala. W Europie, w pewnym sensie generalizując, nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni.

Od kilku lat mówi się o ogromnym potencjale Afryki, który jest jednak tłumiony przez wyzwania wewnętrzne. Gdzie widzi Pan największe zagrożenia dla rozwoju Afryki?

Nie wszystko w Afryce wygląda fajnie. Infrastruktura nie jest dobrze rozwinięta, nie wszędzie można dojechać, czasem trzeba pójść na piechotę. Dodatkowo, podaż siły roboczej jest nieadekwatna do zapotrzebowania. Można na przykład otworzyć produkcję, ale kto będzie pracował w obliczu braku wykwalifikowanych pracowników. To jest rzeczywiście problem. Bardzo często są braki w dostawie wody, prądu. To trzeba mieć na uwadze, żeby być przygotowanym na podobne sytuacje. Olbrzymim minusem jest również korupcja. Trzeba wiedzieć komu zapłacić. Oficjalnie walczy się z korupcją, ale bez wiedzy komu i ile trudno jest rozpocząć interes w praktyce.

Gdzie szukać rozwiązań?

Generalizując Afryka składa się z krajów biednych. Bieda nie pozwala na rozwój gospodarczy, co sprawia, że pomoc międzynarodowa jest niezbędna. Stanowi ona w niektórych krajach 20-30 procent dochodu narodowego. Osobiście jestem zwolennikiem pomocy aktywnej, co nie oznacza oddanie firmom międzynarodowym na przykład budowy dróg. Pomoc musi być z udziałem lokalnych społeczności, czyli nie tylko dać, ale jednocześnie uruchomić proces, który będzie stymulował gospodarkę. A więc pomoc – tak, ale musi to być pomoc przemyślana. Nie dajemy wszystkiego, ale dajemy tak, żeby Tanzańczycy również zaczęli pracować dla samych siebie i po jakimś czasie byli w stanie samodzielnie produkować

Jeśli mógłby Pan przekazać polskiemu przedsiębiorcy zainteresowanemu Afryką tylko jedną radę, co by to było?

Przede wszystkim przyszły przedsiębiorca musi bardzo dobrze przyjrzeć się lokalnej sytuacji i powiązaniom, zrobić porządną analizę SWOT i biznes plan. Pieniądze w Afryce można stracić bardzo łatwo, jeśli się coś przeoczy. Otrzymywanie benefitów z własnej działalności musi być poprzedzone bardzo dokładną analizą materiałów, siły roboczej, powiązań. Nie budujmy od razu dużego biznesu, tylko krok po kroku rozpoczynając od małej skali. Warto również wspomnieć na koniec o kontakcie z ambasadą Polski w kraju docelowym. W Tanzanii na przykład po dłuższej przerwie działa znowu polska jednostka dyplomatyczna, której wsparcie jest nie do przecenienia.