Polska jest jednym z największych producentów rolnych w UE. Sukces rodzimego rolnictwa nie byłby możliwy bez instytucji finansujących rozwój branży takich jak Bank BNP Paribas, który jest liderem finansowania polskiego rolnictwa. Ponadto, poprzez dział Food &Agri Banking CEE &Africa, którym kieruje Pan Bartosz Urbaniak, Bank chce rozwijać branżę rolną w innych krajach, w tym szczególnie w Afryce Północnej.

Mateusz Ciasnocha: Piastuje Pan ważne stanowisko dedykowane między innymi Afryce w międzynarodowej instytucji finansowej. Czym zajmuje się Pan na co dzień?

Bartosz Urbaniak: W mojej obecnej roli jestem od półtora roku, a w kontekście pracy z naszymi afrykańskimi partnerami moja praca polega na doradzaniu. Nigdy nie przyjeżdżam do naszych partnerów, aby coś Im nakazywać. Natomiast, zawsze staram się wskazywać dodatkowe możliwości zarabiania pieniędzy w ich lokalnych warunkach. Naszym pytaniem operacyjnym jest zawsze: w jaki sposób zorganizować trwały rozwój gospodarczy? To dlatego, że biznes rolniczy jest na tyle długofalowym przedsięwzięciem, że nam bankowcom idzie dobrze tylko wtedy, kiedy dobrze powodzi się naszym klientom.

W telegraficznym skrócie: moim zadaniem jest przekazanie „knowhow” naszym afrykańskim partnerom, z którymi razem chcemy wypracować politykę firmy na lokalnym rynku. Zadaniem partnera jest okraszenie naszego „knowhow” wiedzą o lokalnym rynku, bez której biznes nie może odnieść sukcesu.

Jesteśmy przekonani, że kierowanie działem Food &Agri Banking CEE &Africa w BNP Paribas to spore wyzwanie. Jak Pana doświadczenie naukowo-biznesowe doprowadziło Pana do miejsca, w którym jest Pan obecnie?

Mój rozwój zawodowy zawdzięczam wielu czynnikom, a niektórymi z nich są: wsparcie rodziny, szeroka edukacja oraz międzynarodowe doświadczenie zdobyte dzięki mojej otwartości na szanse, które przynosiło i dalej przynosi mi życie.

Zaczęło się od studiów na SGH na kierunku bankowość, gdzie zakres zdobywanej wiedzy był bardzo szeroki. W początkowym okresie mojej kariery nie byłem wstanie skorzystać z większości zdobytej tam wiedzy, lecz dzięki temu teraz na stanowisku kierowniczym rozumiem jak działają inne działy banku. Po studiach na SGH miałem przyjemność trafić na praktykę do Banku Spółdzielczego, ówcześnie kierowanego przez wybitnego specjalistę bankowego Sławomira Gburczyka – postać wręcz legendarną w bankowości spółdzielczej, który podszedł do mojej praktyki bardzo indywidulanie, przez co w ciągu dziewięciu miesięcy przeszedłem przez wszystkie działy banku konfrontując wiedzę zdobytą na SGH z praktyką. Myślę, iż teraz takie doświadczenie jest niemożliwe do zdobycia z powodu licznych systemów bezpieczeństwa, które są nieodłączną częścią funkcjonowania nowoczesnych banków.

Po stażu w Polsce, w połowie lat 90, miałem okazję wyjechać na Chicago Board of Trade. Tam nie tylko zdobywałem doświadczenie na największej towarowej giełdzie świata, ale również miałem szczęście kolejny raz trafić pod mentorskie skrzydła wybitnego finansisty, Geralda Cantor założyciela Cantor Fitzgerald. Choć nasze spotkanie było kompletnym przypadkiem, to w trakcie kilku dalszych spotkań właśnie pan Cantor ukierunkował mnie na zapuszczenie głębszych korzeni w branży rolnej.

Mówiąc o niezwykłych szansach stwarzanych nam przez życie, po stażu w Chicago wyjechałem na Obihiro University of Agriculture and Veterinary Medicine w Japonii. To dlatego, że wygrałem konkurs organizowany przez Ministerstwo Rolnictwa Cesarstwa Japonii pisząc pracę pod tytułem: „Co należałoby zmienić w polskim rolnictwie?”. Czas spędzony w Japonii to okres uświadomienia sobie, iż odległe narody mogą mieć wiele perspektyw na różne kwestie i niekoniecznie ta nasza musi być dominująca. Jako przykład podam tylko, iż mapa świata używana przez Japończyków ma Japonię w centrum, a Europa jest gdzieś z boku i jest mała. To dało mi wiele do myślenia.

Po powrocie z Japonii miałem przyjemność pracować z grupą inwestorów irlandzko-angielskich, którzy inwestowali w polskie rolnictwo. To doświadczanie nauczyło mnie etosu pracy jakim posługuje się dojrzały kapitał. Wtedy w Polsce mówiło się o kapitalizmie z „wilczą twarzą”, a ja miałem okazję pracować z dojrzałym kapitałem.

Z tym bagażem doświadczeń trafiłem do ówczesnego banku BGŻ, który wtedy przejmowany był przez holenderski Rabobank. To pojawienie się Holendrów bardzo zdynamizowało działanie banku, a ja jako jedyny polski kierownik działu nie miałem holenderskiego cienia. Chciałbym tutaj zaznaczyć, że dział agro, którym już wtedy kierowałem był największym działem banku. Oczywiście będąc w strukturach BNP Paribas dalej się uczę – mogę wyróżnić tutaj uczestnictwo w kursach na Harvardzie, IESE, czy Ashridge, co pomaga mi lepiej zarządzać działem Food &Agri.

Bartosz Urbaniak
Foto: Bank BNP Paribas

W pracy zajmuje się Pan głównie Afryką Północną – czy może Pan scharakteryzować ten Region dla Naszych Czytelników? Co jest kluczem do jego zrozumienia?

Chcąc zrozumieć Afrykę Północną musimy pamiętać, iż wpływy francuskie są tutaj bardzo silne, a region charakteryzuje się sporą mieszanką etniczną. Wymieniając tylko kilka z nich, spotkamy się tutaj z Egipcjanami, Arabami, Berberami, Sudańczykami. Jednocześnie nie możemy zapomnieć o licznych wewnętrznych plemionach etnicznych takich jak Tuaregowie.

Kolejnym kluczem do zrozumienia tego regionu jest świadomość, iż dynamiki w różnych krajach są bardzo różne i jest to region z zaszłościami. Widać tutaj nawet ślady po Imperium Osmańskim – na przykład w architekturze. Warto podkreślić, iż bycie Polakiem w Afryce Północnej to dobra rzecz: nie mamy skazy kolonialnej, a wśród ludności pochodzenia arabskiego jesteśmy bardzo dobrze postrzegani. Ponadto, część mieszkańców regionu – Libijczycy, czy Egipcjanie – bywało w krajach socjalistycznych, w tym w Polsce, na studiach. Mają oni dobre doświadczenia z tego czasu i są nam bardzo życzliwi.

Jaki jest największy mit na temat Afryki głęboko zakorzeniony w głowach naszych Rodaków?

Zupełnie nie mam pojęcia skąd się to bierze, ale spotykam się z powszechnym przekonaniem, że Afryka jest cywilizacyjnie gorsza od nas, a społeczeństwo jest prymitywne. Ubolewam nad tym, iż dużej liczbie ludzi wydaje się, że Afrykańczycy są mentalnie gorsi od nas, a każdy, kto wydaje taki osąd nie ma zielonego pojęcia o Afryce. Ja zachęcam do obiektywności poprzez na przykład spojrzenie na rankingi uniwersytetów. Obawiam się, że te afrykańskie wypadają lepiej od naszych. Uniwersytet w Kairze jest lepiej znany na świecie niż polskie uniwersytety.

Lekarstwem na tą ignorancję jest pokora, podróżowanie oraz uśmiech. Afrykańczycy lubią uśmiechniętych ludzi – oni sami są bardzo serdecznymi ludźmi. Jednocześnie są niezwykle biedni, ale my niedawno byliśmy prawie tak samo biedni jak oni, co tworzy nie tylko płaszczyznę zrozumienia, ale również duży handicap w porównaniu do innych nacji próbujących robić biznes w Afryce. Musimy tylko wyzbyć się swojej fałszywej, niepotrzebnej wyniosłości.

Mówiąc o mitach chciałbym podkreślić, iż zgadzam się w 100% z Paul’em Krugman’em, który mówi, że nie eksportują kraje tylko firmy. Polskość w eksporcie stoi na drugim miejscu. Mówiąc kolokwialnie: trzeba mieć firmę petardę tutaj, aby myśleć o eksporcie. Rada dla wszystkich eksporterów jest taka, aby pilnować kosztów – zwłaszcza kosztów stałych – co sprawi, iż będziesz mógł realnie myśleć o eksporcie. Wchodząc na każdy nowy rynek zapłacisz koszty ukryte. Eksport to nie jest żadna poezja ani magia. Polskość nie ma tutaj nic do rzeczy. To nie polskość eksportuje, ale eksportuje dobry przedsiębiorca.

Rozmawialiśmy o Afryce Północnej, która jest częścią tej często mitycznej „Afryki”. Kontynentu składającego się z 54 bardzo różnych krajów – w jaki sposób zagłębić się w zrozumienie ich różnorodności?

Tutaj nie ma dróg na skróty. Każdy kraj jest inny. Drogą do sukcesu jest poznanie każdego z krajów z pokorą. Trzeba jeździć, słuchać i starać się je zrozumieć. RPA, czy Botswana są jedyne w swoim rodzaju, a po drugiej stronie znajdziemy Liberię, czy Libię. Każdy kraj to różne narody, historie, czy rasy. W poznawaniu Afryki pamiętajmy o jednym: Afrykańczycy są bardzo otwarci – często dużo bardziej od nas.

W kontekście rozwoju ekonomicznego Afryki rolnictwo pełni kluczową rolę. Czy – i jeżeli tak to jakie szanse widzi Pan w afrykańskim rolnictwie? Czy polscy rolnicy/przedsiębiorcy mogą te szanse inwestycyjne w jakiś sposób wykorzystać?

To nie tyle pytanie o Afrykę co pytanie o świat. Faktem jest, iż mocno topnieje alokacja ziemi uprawnej na osobę. W latach 50. ubiegłego wieku ten wskaźnik wynosił 2ha/osobę, teraz oscyluje on poniżej 0,5ha/osobę. W tym globalnym kontekście mamy Afrykę z olbrzymią ilością niezagospodarowanej ziemi uprawnej, która wymaga ogromnych inwestycji, na przykład nawodnieniowych. Schodząc dalej w głąb naszej analizy: Maroko rozumie, iż bardzo szybko musi nauczyć się produkować żywność dla siebie. Egipt jest jednym z największych importerów zboża i proszku mlecznego na świecie, co jest istotne to w kontekście bardzo dynamicznie rosnącej demografii tego kraju.

Pytanie o rolnictwo w Afryce to rzecz o znaczeniu geopolitycznym dla całego świata: Afryka, która będzie w stanie się sama wyżywić.

Taka Afryka i z taką Afryką inaczej będą wglądały kwestie migracyjne, a Afryka przestanie być niechciana na salonach świata, bo stanie się w pełni samodzielna. Mówię tutaj w ogromnym uproszczeniu, ale to jest geopolityczny postulat numer jeden. Trzeba sobie jasno powiedzieć: Afryka była przez lata bardzo cynicznie eksploatowana: Świat północy ma wystarczająco dużo zobowiązań, aby myśleć o tym jak w tym procesie Afryce pomóc i nie powinien szczędzić również własnych pieniędzy. Nie tylko do kolonialnej Europy powinno się mieć pretensje, ale USA ma również dług do spłacenia. Skąd znaleźli się Afrykańczycy w Ameryce Północnej? Ktoś ich po prostu stamtąd porwał i wywiózł. Amerykanie też mieli niewolników i siłę roboczą za darmo. Niewolników traktowano jak zwierzęta pociągowe. W skrócie świat jest jeszcze sporo winny Afryce, a skoro jest nam już naprawdę bogato i bezpiecznie, to może czas na podzielenie się tym dobrobytem z Afryką? Po pierwsze Afrykanie naprawdę tego potrzebują, a takie działanie również wyrówna różnice w świecie podnosząc dalej nasze bezpieczeństwo i dobrobyt.

Schodząc z poziomu filozoficznego do operacyjnego: koniecznością i jednocześnie szansą są inwestycje w infrastrukturę. Aby zrozumieć skalę problemu uświadommy sobie, iż straty żywności w Europie to 30% na poziomie konsumenta, a w Afryce starty dochodzą do 70% tylko pomiędzy rolnikiem, a pierwszym handlarzem.

Pozostaje pytanie czy polskim przedsiębiorcom uda się z tych szans inwestycyjnych skorzystać?

Tego nie wiem. Prezydent Aleksander Kwaśniewski powiedział kiedyś, iż udało nam się zbudować kapitalizm bez kapitału i to jest prawda. W Polsce jest nadal bardzo mało rodzimego kapitału. Rozwój polskich firm w Afryce oznacza,  że będziemy z Polski eksportować polski kapitał i tam będzie on inwestowany. Co do tego, iż potrafimy efektywnie zarządzać kapitałem nie mam wątpliwości patrząc na nasz dynamiczny rozwój gospodarczy. W 1989 roku byliśmy dokładnie pomiędzy Ukrainą a Białorusią, a teraz jesteśmy prawie w dwudziestce światowych gospodarek.

Czy możemy rozwijać się w Afryce? Wydaje mi się, iż nie wszystkim w Polsce by się to podobało. Z jednej strony super, bo to dobrze współgra z narracją prężenia muskuł. Pamiętajmy, iż inwestycje zagraniczne zawsze oznaczają, iż kapitał wyjeżdża z Polski, a na jego miejsce pojawia się inny kapitał, być może obcy. Musimy mieć zawsze taką świadomość. Ponadto pragnę, podkreślić, iż o Afrykę cały świat konkuruje z Chinami. Trzeba pamiętać, że tam na miejscu możemy się zderzyć z chińską lokomotywą. Niemniej jednak, jeszcze raz wrócę do Krugmana: eksportują firmy, a nie państwa i to w ręku firm pozostaje decyzja o inwestowaniu w Afryce.

W kontekście poprzedniego pytania: często słyszymy od przedsiębiorców, iż potencjał biznesowy Afryki jest ogromny, ale nasze rodzime banki nie są pomocne w finansowej obsłudze tych biznesowych projektów. Dlaczego tak się dzieje? Jak właściwie komunikować z bankiem chęć ekspansji w kierunku afrykańskim?

Rozumiem genezę Pana pytania. W Banku BNP Paribas, zachęcamy naszych klientów do robienia biznesu z zagranicą i służymy pomocą w tym zakresie. To, czy bank jest pomocny w rozwoju biznesu na kontynencie afrykańskim zależy od tego który to bank. Banki polskie – z całym szacunkiem – nie mają oddziałów w Afryce, a Grupa BNP Paribas ma kilkadziesiąt banków w Afryce, nie tylko francuskojęzycznej. Tak więc zadaniem przedsiębiorcy jest wybór odpowiedniej grupy bankowej, która jest realnie obecna w Afryce. Banki polskie nie są aktywnie obecne w Afryce, gdzie my mamy dużą franszyzę afrykańską.

Jakie są najczęstsze niespodzianki, z którymi spotykają się przedsiębiorcy chcący robić oraz już robiący biznes w Afryce?

Zacznę tutaj od znanego powiedzenia: Wy macie zegarki, a my mamy czas. Często my dla Afrykańczyków jesteśmy tak sztywni jak kiedyś Niemcy albo Szwajcarzy byli dla nas: jakbyśmy połknęli kij. Warto o tym pamiętać. W temacie czasu: bądźmy świadomi, iż Afrykańczycy w żaden sposób nie czują się winni, że są spóźnieni. Mam w moim kalendarzu kilka spotkań, które opóźnione są o całe miesiące i nikt nie wie kiedy dojdą one do skutku. Jak nie odbędą się one teraz to odbędą się potem. Tak po prostu jest. My w takiej sytuacji zapadlibyśmy się pod ziemię. To trzeba po prostu zobaczyć, poczuć, doświadczyć.

Kiedy myśli Pan „Afryka” to…?

Po pierwsze, lubię i szanuję. Afrykańczycy są naprawdę bardzo sympatyczni. Mówiliśmy już o tym, iż Polacy mają tendencję do myślenia, że są lepsi od innych, a od Afrykańczyków to już na pewno, na 100%. Tak nie jest.

Znów posłużę się przykładem Egiptu, który jest historią cywilizacji. Farba, w postaci wyrafinowanych malowideł znajdująca się na słynnych egipskich zabytkach ma 3 000 lat, a często wygląda jak nowa. Założę się, iż współcześni producenci farby daliby wiele, aby poznać jej skład. Dalej nie wiemy jak taka farba była produkowana. Przypomnijmy sobie również o Bibliotece Aleksandryjskiej. Nie mamy prawa odmawiać tym ludziom, że są kontynuatorami tych kultur. A jednocześnie widzę w nich ogromną chęć odnowy kraju i postawienia go na nogi, do czego potrzebują solidnych partnerów.

Wielu ludzi patrzy na Północną Afrykę przez pryzmat niebezpieczeństw czyhających tam na turystów. Czy Pana rodzina w Polsce martwi się o Pana bezpieczeństwo w kontekście pracy?

Prawdą jest, iż w Afryce Północnej bywa niebezpiecznie. Organizacja, w której pracuję zdecydowanie reguluje bezpieczeństwo. Może być tak, że dzisiaj jest w pewnym kraju bezpiecznie, a za dwa miesiące już nie mogę tam pojechać. Dla BNP Paribas jest to bardzo ważne. Należy zawsze pamiętać, że tutaj sytuacja zmienia się bardzo dynamicznie. Ponadto konieczna jest świadomość, iż instytucje państwowe w Afryce Północnej nie są bardzo stabilne. Nie są to instytucjonalne państwa prawa jak państwa zachodnie. Praktycznie w każdym, z wyjątkiem Maroka, miało miejsce coś w rodzaju rewolucji w czasie ostatnich 10 lat.

Pana biuro jest umiejscowione w Polsce a jednak pracuje na rzecz Afryki: jak Pan tym zarządza? Jakie są Pana rady dla przedsiębiorców, którzy chcieliby robić biznes w Afryce, ale nie chcą wyjechać tam na stałe? Czy tak w ogóle można?

Musimy sobie powiedzieć szczerze, iż jeżdżenia nie da się niczym zastąpić. Jeden raz zobaczyć to dziesięć razy przeczytać. Jeżeli ktoś nie chce wyjeżdżać na stałe, to niech wyjedzie na trochę. Po prostu koniecznością jest zobaczyć problemy ulicy, poczuć kraj, zobaczyć w praktyce prawa pracownika czy prawa kobiet. Dostrzeżenie tych różnic otwiera oczy, jednak niech Ręka Boska broni kogokolwiek przed poczuciem wyższości. Podsumowując: trzeba te kraje odwiedzić chociaż na trochę. Ale… jak już dojedziesz na miejsce, to w pewnych krajach nie koniecznie sam prowadź samochód.

W mojej pracy bardzo pomaga tele-rewolucja. Możliwość spotkania, przekonywania, wpływanie na inne osoby przez ekran bardzo ułatwia pracę. Mam również świadomość, iż jest mi łatwiej dzięki Grupie, a to dlatego, że ludzie dobrani są według pewnego wzorca. Muszę tutaj przyznać, iż bycie umiejscowionym w Polsce było jednym z moich warunków przyjęcia sprawowanej przeze mnie roli. Połączenia lotnicze z Polski są dogodne, strefa czasowa ta sama jak w Afryce, a BNP Paribas nie ma jednego centralnego oddziału w Afryce. Dlatego zdecydowałem się na pozostanie w Polsce – alternatywą była przeprowadzka do Paryża. Dzięki mojej decyzji część centrali BNP Paribas jest formalnie tutaj w Warszawie, gdzie znajduje się również cały mój zespół. Oczywiście współpracuję z wieloma pracownikami BNP Paribas w innych oddziałach, ale unikam myślenia „to są moi pracownicy”. To dlatego, iż z doświadczenia wiem, że lokalni pracownicy nie mogą być określani jako pracownicy „szefa z Warszawy”.

Na zakończenie, czy może Pan opowiedzieć o najważniejszych różnicach, jeśli chodzi o sposób prowadzenia biznesu w Afryce (Afryce Północnej i jej poszczególnych państwach) w porównaniu z Polską?

Tutaj znów pozwolę sobie wrócić do tego o czym już wspominaliśmy: tego nie da się opowiedzieć – to trzeba zobaczyć! Są to tak różne kraje, że nie można ich uprościć tak, aby podać generalną różnice. Trzeba wyjechać i samemu to poczuć.

Panie Bartoszu: serdecznie dziękujemy za podzielenie się Pana doświadczeniem z Naszymi Czytelnikami, których zachęcamy do zapoznania się z Programem Handlu Zagranicznego realizowanego przez Bank BNP Paribas wraz z partnerami: KUKE oraz Bisnode Polska. Szczególnie zachęcamy Państwa do zapoznania się z Przewodnikiem po Rynkach Afrykańskich.